Pobyt w Polsce szybko zleciał, z Kit'em co najmniej raz dziennie rozmawialiśmy przez skype. Nie powiedziałam mu o tym pocałunku i udało mi się poprosić Emmę, żeby też zatrzymała to dla siebie. Następne dwa tygodnie wakacji zleciały szybko. Praca, dom, praca, dom. Chłopcy koncertowali więc zbyt często nie widziałyśmy się z nimi. Gdy miałam wolne to jechałam z Emmą na ich występ a potem zaraz wracałam do domu. Teraz zostało parę dni do naszego wyjazdu na Malediwy. Lot mamy zarezerwowany na 3 sierpnia. Czyli urodziny chłopaka spędzimy w ciepłych krajach.
-Em przyjedź do mnie i pomóż mi się spakować.
-Dziewczyno nie umiesz sama?
-Nie, bo nie wiem co mam ze sobą zabrać tam.
-To najpierw chodź na zakupy a potem sie spakujemy.
-To o 15 przyjedź pod kawiarnie to pójdziemy prosto do galerii.
-MARCELA WRACAJ DO PRACY!
-Dobra już musze kończyć słyszysz szefa.- powiedziałam do przyjaciółki i się rozłączyłam- juz ide Joe. Przecież i tak nie ma nikogo teraz, więc nie wiem o co Ci chodzi.
-Jeszcze jeden taki numer a na prawde Cię wyleje.
Zaczęłam wycierać pucharki do lodów ściereczką. Dwie godziny później przez drzwi przeszła moja przyjaciółka. Poszła się przebrać i mogłyśmy iść na zakupy. Podstawową rzeczą jaką szukałam był kostium kąpielowy. Po dłuższym czasie znalazłam. Był on szary w czerwone cienkie paski. Potem kupiłyśmy jeszcze pare lekkich sukienek i poszłyśmy do nie.
"tęsknie za tobą" odczytałam sms'a od chłopaka gdy przechodziłam przez drzwi do domu, dzisiaj mieli ostatni koncert trasy "3 Brothers, 1 Kit"
Pakowanie zajęło nam bardzo dużo czasu i zanim to zrobiłyśmy było po 10. Koleżanka zamówiła taksówkę i wróciła do domu, a ja w tym czasie poszłam pod prysznic i położyłam sie spać. Dostałam jeszcze na dobranoc sms'a od Kit'a który życzył mi udanej nocy.
*Nazajutrz*
W szybkim tempie zabrałam walizki i zeszłam na dół.
-Marcela jesteś już gotowa?- Kit wszedł do domu nawet nie pukając jak to ostatnio miał w zwyczaju. - Zostaw te walizki i pozwól mi je wziąć.
Postawiłam ją i z uśmiechem na ustach podeszłam do chłopaka - tęskniłam - pocałowałam go i obejrzałam całe mieszkanie czy wszystkie okna są zamknięte, a żaluzje zasłonięte. Włączyłam alarm i gdy wyszliśmy zakluczyłam drzwi, na wszystkie możliwe zamki.
-Tacy to mają dobrze, jadą sobie nie wiadomo gdzie, a my tu będziemy siedzieć i się nudzić. - powiedział Sean gdy siedzieliśmy już w aucie.
-Nie marudź, tylko prowadź. Tak poza tym, to był tylko i wyłącznie wasz wybór.
-Nie chcemy wam psuć romantycznego wyjazdu. - spojrzał się na mnie za pomocą wstecznego lusterka. - A ty kawalerze, wiesz, że nie chce być jeszcze wujkiem. - wskazał na mojego chłopaka palcem. Zaczęłam się głośno śmiać, dobry humor dopisywał nam przez całą drogę, później na lotnisku przeszliśmy dość szybko odprawę i zaraz siedzieliśmy na pokładzie. Po męczących godzinach w końcu wylądowaliśmy bez żadnych problemów. Tutaj była dopiero 8 rano.
-Idziemy się zameldować, do pokoju i na plaże! - zarządziłam gdy podjechaliśmy pod hotel. Pociągnęłam ze sobą jeden z moich bagaży, a Kit zajął się resztą.
-Marcela, może nad basenem? Będzie chłodniej, jest barek a z chęcią bym się czegoś napił.
-Nie. Dobra idę pod prysznic, zakładam kostium i ty robisz to samo, w tym czasie ja rozpakuje rzeczy.
-Maruda. To idź to ja też rozpakuje swoje.
Zabrałam ze sobą to co najpotrzebniejsze i poszłam do łazienki. Obmyłam się letnią wodą i jak nowo narodzona opuściłam kabinę. Założyłam na siebie różowy jednoczęściowy kostium w paski bez pleców który idealnie pasował teraz do mojej jasnej karnacji i beżowe szorty. W Londynie nie mieliśmy okazji się poopalać a ja nie jestem fanką solarium. Powiesiłam ręcznik na haczyku i wróciłam do chłopaka, który leżał na łóżku.
-No i co ja mam teraz z tobą zrobić? - wyszeptałam sama do siebie.
-Położyć się koło mnie. - usłyszałam cichy głos chłopaka.
-Myślałam, że śpisz! Marsz do łazienki.
Po 15 minutach namawiania w końcu poszedł a ja mogłam zająć się układaniem rzeczy w komodzie.
Nie mieliśmy apartamentu, ale nasz pokój hotelowy składał się z salonu, sypialni i łazienki. Wszystko było w jasnych beżach. Wyjrzałam przez okno i zobaczyłam nieziemski widok na morze. Pierwszą rzeczą jaką zrobiłam to było zdjęcie i wysłanie go do Emmy z podpisem "pozdrowienia znad gorących wysp Mar&Kit"
Gdy chłopak wyszedł zabrałam ze sobą torbę z telefonami, portfelami, aparat i jakieś kremy. Ręczniki wzięliśmy w ręce, a w recepcji poprosiliśmy o koc i parawan. Dali nam wszystko bez żadnego problemu.
Po 10 minutach spacerku byliśmy już na plaży, rozłożyliśmy wszystko i położyłam się na brzuchu czując pierwsze promienie słońca które padały na moje plecy.
-Kochanie, spójrz się na mnie i uśmiechnij się. - zrobiłam to co chłopak mi kazał i cynkął fotkę, zaraz następnie położył się obok. - może posmarować Ci plecki?
-A byłbyś taki kochany?
-Dla Ciebie wszystko. - posłał mi całusa i zaczął wsmarowywać krem w moje ciało. Potem ja też musiałam go wysmarować. Więcej było zabawy niż korzyści. Po chwili cała byłam i tak w piasku. Kit wziął mnie na ręce i wszedł z wielkim uśmiechem na twarzy do wody mimo moich protestów.
-Nie odzywam się do Ciebie! - gdy tylko mnie puścił poszłam z powrotem na koc. - tak chcesz się bawić, zobaczymy w nocy - powiedziałam do sobie po polsku.
-Oj Marcela nie obrażaj się, przecież po to tu przyjechaliśmy.
Gdy on mówił przedrzeźniałam go w swoim ojczystym języku. Zdenerwowany wziął portfel i gdzieś poszedł. W tym czasie mogłam cieszyć się ciepłymi promieniami słońca. Czułam się jak nad bałtykiem gdy dopisywała bardzo ładna pogoda, czasem się udało trafić, co prawa nie było tak ciepło jak jest tutaj, ale zawsze lepiej niż w Londynie.
Spojrzałam na zegarek i zobaczyłam że jest dopiero po 10, nagle poczułam się głodna, ku mojemu szczęściu przyszedł Kit z naleśnikami. Nie wiem gdzie on je dostał, ale bardzo mi się to podobało.
Na plaży byliśmy do 14, potem poszliśmy na obiad, potem pozwiedzaliśmy trochę okolice. Ja oczywiście nie mogłam opanować się od wstawienia zdjęcia mojego chłopaka który umazany był przez lody. Zmęczeni od wody i słońca o 18 wróciliśmy do hotelu na kolację i pod prysznic. Kitowi udało się namówić mnie na imprezę. Założyłam zwiewną sukienkę i sandałki, postanowiłam się nawet nie malować i związałam włosy w wysokiego kucyka. Chłopak ubrał szorty i zwykły szary podkoszulek.
Po imprezie planowałam wcielić w życie mój zacny plan zemsty, który będzie trwał jeszcze przez 2 dni, do urodzin mojego najukochańszego chłopaka.
Hej!
OdpowiedzUsuńNominowałam Cię do Libeter Awards!
Zapraszam: http://hopewouldbeimpossible.blogspot.com/2013/08/libeter-awards.html
Na serio dobrze piszesz. Tylko błagam cię usuń tę weryfikację przy wstawianiu komentarza, bo to irytujące
OdpowiedzUsuń